Sianokosy
„Czerwiec nosi dni gorące, kosa dzwoni już na łące” - sianokosy były obok żniw najważniejszym letnim zajęciem mieszkańców wsi. Już od świtu całe rodziny uwijały się na łąkach kosząc trawę i szykując ją do suszenia. Od zgromadzenia odpowiedniej ilości siana na zimę zależał wszak dobrobyt zwierząt i gospodarzy.
Podczas sianokosów koszono trawy i inne rośliny rosnące na łąkach, które następnie suszono i przewożono do stodół. Było to ważne zajęcie, gdyż w ten sposób rolnicy zapewniali sobie paszę dla zwierząt, która musiała wystarczyć na zimowe miesiące. Sianokosy angażowały całe rodziny i stanowiły priorytet- nawet w dni świąteczne, gdy skoszonym trawom groził deszcz, na łąkach wrzała praca, byle uratować zbiory.
O terminie rozpoczęcia sianokosów decydował rozwój roślin. Gospodarze bacznie obserwowali swoje łąki, by wybrać odpowiedni moment, kiedy rośliny będą najbardziej pożywne. Najlepszy moment do koszenia następował podczas kwitnięcia lub tuż po nim. Zazwyczaj miesiącem odpowiednim do kośby był czerwiec, jak wskazuje powiedzenie: „czerwiec nosi dni gorące, kosa dzwoni już na łące”. Konkretną datą rozpoczynającą sianokosy było natomiast święto świętego Jana Chrzciciela: „już świętego Jana, ruszajmy do siana!”, „na świętego Jana pierwsze kupy siana”.
Praca podczas sianokosów była trudna i męcząca. Rozpoczynała się o świcie, nawet między 4 a 5 rano. Nie doskwierał wówczas upał, a rośliny były wilgotne od rosy. Pracę rozpoczynali mężczyźni – kosiarze. Przy pomocy kos zamaszystymi ruchami ścinali wysokie trawy. Kosy musiały być bardzo ostre. Każdy kosiarz miał przy sobie specjalną osełkę, którą trzymał w pojemniku przytroczonym do pasa. Pojemnik ten wykonany był z rogu lub metalu, aby można było do niego wlać wodę, która sprawiała że osełka była odpowiednio mokra. Ostrzenie kosy nazywano bruszeniem. Co pewien czas ostrze kosy należało poprawić poprzez klepanie. Gospodarz kładł ostrze kosy na specjalnym, małym kowadełku zwanym babką i przy pomocy młotka lekkimi uderzeniami je prostował.
Powodzenie sianokosów miały zapewnić odpowiednie rytuały. Kosiarze ruszając do pracy zaczynali zawsze od modlitwy. Sama kośba była również swoistym rytuałem przejścia- młodzi mężczyźni, którzy po raz pierwszy szli z kosą nazywani byli frycami; musieli oni „opłacić” przyjęcie do grona dorosłych poprzez postawienie wódki. Dopiero po opłaceniu frycowego traktowani byli jak dorośli.
Po mężczyznach do pracy szły kobiety i dzieci, które grabiami rozgrabiały skoszone trawy, które następnie pozostawiano do wstępnego wyschnięcia. Co pewien czas należało je jednak przegrabić i obrócić. Wieczorami zaś kobiety grabiły siano na kupki zwane kopkami, które nakrywano tzw. lalkami, czyli daszkami ze słomy. W późniejszym czasie używano do tego celu plastikowych worków. Siano schło w ten sposób kilka dni; po tym czasie składano je na tzw. rajtary. Były to proste stelaże, dzięki którym schnące siano nie dotykało ziemi dzięki czemu nie groziło mu pleśnienie. W jeszcze dawniejszych czasach rolę rajtarów spęłniały łostropce lub ostrewki, czyli drewniane słupy z poziomymi żerdkami; często były to po prostu pnie drzew iglastych. Łostropce nadal możemy spotkać na malowniczych górskich łąkach.
Po około dwóch tygodniach wysuszone siano zwożono wozami do stodół lub układano w stogi. Kobiety dokładnie grabiły łąkę, by nie pozostawić cennej paszy na zmarnowanie. Siano magazynowano w miejscu przewiewnym i suchym, zazwyczaj na piętrze.
Sianokosy były męczącym i trudnym zajęciem. Już w połowie XIX wieku zaczął się proces ich mechanizacji. Pojawiły się konne kosiarki, prasy tworzące bele siana. W 1882 roku pojawiła się pierwsza prasa napędzana parą. Dziś sianokosy są procesem niemal całkowicie zmechanizowanym.
Siano odgrywało w życiu wsi bardzo ważną rolę. Było nie tylko paszą dla zwierząt. Pełniło ono także funkcję symbolu. Sianem przystrajano izbę w czasie wieczerzy wigilijnej; nie pojedynczym wiechciem wciśniętym pod obrus lecz bogato, rozrzucając je nie tylko na stole, ale również na podłodze. Siano wróżyło pomyślność, ale również opiekę przodków. Siano było wreszcie wykorzystywane do wyrabiania różnych drobiazgów. W chałupach dawnych gospodarzy często można było spotkać tzw. pająki, ozdoby wykonane z siana i bibułek, powieszone pod sufitem.
Choć dzisiejsze sianokosy nie są wydarzeniem równie absorbującym jak niegdyś, są doskonałą okazją do poznania bliżej dziedzictwa polskiej wsi. Muzeum Ziemi Czarnkowskiej zaprasza zatem do wspólnej zabawy z sianem. We wtorek, 5 i 21 lipca, na Placu Wolności odbędą się zajęcia pt. „Sianozwierzaki”, podczas których chętni będą mogli sami przygotować swoje zwierzątko z siana.


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!