35. rocznica częściowo wolnych wyborów- 4 czerwca 1989 r.
5 kwietnia 1989 roku władze PRL, w wyniku negocjacji przy tzw. „okrągłym stole”, uroczyście zawarły porozumienie z przedstawicielami części prodemokratycznej opozycji. Jednym z najważniejszych postanowień tego „kontraktu stulecia” było zorganizowanie wyborów, do których po raz pierwszy miała zostać dopuszczona opozycja.
W 1989 roku kierownictwo PZPR znajdowało się w trudnej sytuacji. Gospodarka znajdowała się w opłakanym stanie. Szalała wysoka inflacja, czarny rynek kwitł. W społeczeństwie wzbierał gniew. Wiosną i latem 1988 roku przez kraj przetoczyła się fala strajków, wywołana podwyżką cen jedzenia. Co gorsza, strajki, które wybuchły z przyczyn ekonomicznych, szybko zaczęły nabierać politycznego charakteru. Protestujący domagali legalizacji niezależnych związków zawodowych- podobnie jak w 1980 roku. W 1988 roku „Solidarność” nie miała możliwości legalnego działania. Stan wojenny, wprowadzony w grudniu 1981 roku, poważnie osłabił opozycję demokratyczną. Jej najbardziej charyzmatyczni liderzy zostali zatrzymani, ci, którzy uciekli, musieli się ukrywać. W dodatku opozycja była podzielona- rozrywały ją osobiste animozje, ciągłe oskarżenia o agenturalność a także rojenia radykałów o zbrojnym powstaniu. W kierownictwie PZPR ścierały się dwie koncepcje uspokojenia sytuacji. Generał Kiszczak, minister spraw wewnętrznych, dążył do rozwiązania siłowego, natomiast grupa skupiona wokół Stanisława Cioska dążyła do porozumienia z opozycją i zreformowania systemu. Wobec skali strajków i braku wsparcia z ZSRR przeważyła koncepcja pokojowa.
Dzięki pośrednictwu Kościoła władza komunistyczna zasiadła do Okrągłego Stołu z umiarkowanym odłamem opozycji, skupionym wokół Lecha Wałęsy. Negocjacje, trwające od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 roku zakończyły się zawarciem kompromisu. Zgodnie z nim powołany miał zostać urząd Prezydenta PRL a także senat. Do nowego parlamentu miały zostać przeprowadzone wybory, częściowo wolne. Strona rządowa zapewniła sobie w czasie negocjacji większość w sejmie- 65%, czyli 299 miejsc. O pozostałe 161 miejsc mieli ubiegać się kandydaci „bezpartyjni”. Senat miał zostać wyłoniony w swobodnych wyborach. Wyboru prezydenta miało dokonać natomiast Zgromadzenie Narodowe, czyli sejm i senat na wspólnym posiedzeniu. Uzgodniono także szczegóły ordynacji wyborczej, która okazała się być skomplikowana. Kandydaci do sejmu ubiegali się o miejsca z okręgów wyborczych, których przypadało 2 do 5 na województwo. Wyborca dokonywał wyboru na każdy mandat z okręgu na osobnej liście. Zgodnie z umową, jeden mandat był zarezerwowany dla kandydatów bezpartyjnych. Aby oddać głos ważny należało skreślić nazwiska wszystkich kandydatów, oprócz tego, na którego się głosowało. Mandat obejmował kandydat, który otrzymał ponad 50% głosów z okręgu, a jeśli żaden nie osiągnął tego progu- dwóch z najwyższym poparciem przechodziło do drugiej tury. Oprócz tego obowiązywała także lista krajowa, z której obsadzonych miało być 35 miejsc w sejmie. Na liście krajowej zebrani byli najważniejsi dygnitarze komunistyczni i liderzy partii satelickich. Władze komunistyczne był tak pewne siebie, że nie zawarły w ordynacji żadnego bezpiecznika na wypadek, gdyby kandydaci z listy krajowej nie dostali się do sejmu, co miało się na nich zemścić.
Wybory do senatu były w pełni wolne. Senatorów wybierano po dwóch w każdym województwie. Jedynie w województwach warszawskim i katowickim były trzy mandaty do obsadzenia. Podobnie jak w przypadku kart do głosowania na posłów, głosując na określoną osobę należało skreślić jej kontrkandydatów.
Już 7 kwietnia 1989 roku Sejm PRL dokonał odpowiedniej nowelizacji Konstytucji PRL, powołując senat i urząd Prezydenta. 13 kwietnia Rada Państwa podjęła uchwałę o przeprowadzeniu wyborów 4 czerwca z drugą turą 18 czerwca. Już kilka dni później- 17 kwietnia- sąd zarejestrował NSZZ „Solidarność” a wkrótce potem „Solidarność” Rolników Indywidualnych.
Pomimo zawarcia kompromisu z częścią opozycji, PZPR nie dostrzegała zagrożenia dla swojej władzy. Kompromis miał posłużyć do wykorzystania „Solidarności”, podzielenia się z nią odpowiedzialnością za niepopularne reformy. Kierownictwo PZPR było całkowicie odrealnione, nie zdawało sobie sprawy z nastrojów społecznych i własnej niepopularności. Realną obawą poruszaną na zebraniach Komitetu Centralnego była reakcja zachodu na wypadek gdyby żaden z przedstawicieli opozycji nie dostał się do sejmu. Obawa ta nie przeszkadzała jednak PZPR rzucać kłód pod nogi prowadzącemu kampanię Komitetowi Obywatelskiemu „Solidarność”. Już sama data wyborów oznaczała mało czasu na zorganizowanie kampanii, zwłaszcza dla „Solidarności”, nie dysponującej dużymi środkami. O miejsca dla bezpartyjnych ubiegali się również ludzie związani z władzą, tylko w teorii niezależni, jak np. Jerzy Urban. Na szczeblu lokalnym zdarzały się kłopoty z rejestracją opozycyjnych kandydatów. Kandydaci i działacze byli nachodzeni przez milicję i SB. Stale zrywane były plakaty „Solidarności”. Zdarzały się również pobicia. Olbrzymim problemem był dostęp do mediów. Choć przyznano opozycji czas antenowy w telewizji, był on ograniczany i pilnie obserwowany przez cenzorów- np. jeden z programów Jacka Fedorowicza został zdjęty z anteny, za to, że pokazał jak należy skreślić wszystkich kandydatów z listy krajowej.
Pomimo tych kłopotów, kampania wyborcza strony solidarnościowej przebiegała sprawnie.
Lokomotywą wyborczą był Lech Wałęsa, który choć sam nie startował, cieszył się dużą popularnością. Kandydaci „Solidarności” nazywani byli „drużyną Wałęsy”- większość z nich została sfotografowana z przyszłym prezydentem. Opozycyjni kandydaci organizowali wiele spotkań i mityngów, na których szeroko kolportowane były ulotki, tzw. ściągi wyborcze, na których zaznaczone było jak należy głosować. Popularne były zwięzłe, wpadające w ucho hasła, np.: „My nie chcemy uszatego, wybieramy Łapickiego”. 8 maja 1989 roku ukazał się pierwszy numer „Gazety Wyborczej”, której redaktorem naczelnym został Adam Michnik. Była to pierwsza, wielkonakładowa gazeta opozycyjna, prezentująca sylwetki członków „drużyny Wałęsy” i prezentująca punkt widzenia opozycji. W kampanię włączył się także Kościół Katolicki, udostępniając swoje wnętrza i wspierając kandydatów.
W połowie maja do niektórych aparatczyków zaczęło docierać, że sprawy nie idą w dobrym kierunku. W prowadzonym przez siebie dzienniku premier Mieczysław Rakowski zapisał: „16 maja – Jeśli 10 mln ludzi posłucha wezwań opozycji, to wszyscy przepadniemy. 18 maja – Partia jest nadal w defensywie. Nie ulega już dziś wątpliwości, że nie jest przygotowana do walki. Złożyło się na to wiele przyczyn. 45 lat sprawowania władzy bez opozycji rozleniwiło PZPR. Inna przyczyną jest brak wiary w jej przyszłość, a gruncie rzeczy w socjalizm”. Nie zburzyło to jednak istniejącego w aparacie PZPR triumfalizmu i samozadowolenia.
Pierwsza tura wyborów odbyła się 4 czerwca 1989 roku i przyniosła PZPR katastrofę wręcz biblijnych rozmiarów. Przy frekwencji wynoszącej 62% z listy krajowej do sejmu dostało się tylko dwóch kandydatów- profesorowie Mikołaj Kozakiewicz i Adam Zieliński. Przepadły takie nazwiska jak: Stanisław Ciosek, Stanisław Kania, Czesław Kiszczak, Mieczysław Rakowski. Z 261 jeden mandatów przyznanych stronie rządowej w ramach ugody okrągłostołowej udało się obsadzić… trzy mandaty. Żaden inny kandydat nie przekroczył wymaganych 50%. W wyborach do senatu przepadli wszyscy kandydaci związani z PZPR. Tymczasem kandydaci wspierani przez „Solidarność” zajęli 160 ze 161 mandatów przeznaczonych dla kandydatów bezpartyjnych oraz 92 foteli senatorskich. Wybory 4 czerwca okazały się być wielkim wotum nieufności dla PZPR. Na domiar złego okazało się, że „Solidarność” cieszyła się nadspodziewanie wysokim poparciem w obwodach zamkniętych dla wojska.
Szok związany z wynikami wyborów był równie wielki dla „Solidarności”. Jej liderzy nie doceniali zniechęcenia władzą socjalistyczną oraz własnej popularności. Obawiając się, że zdeterminowany reżim sięgnie po rozwiązania siłowe by ocalić swoją pozycję, „Solidarność” zgodziła się na zmianę ordynacji wyborczej, pozwalającą rozdysponować mandaty listy krajowej pomiędzy okręgi. Wskazywano przy tym na przykład płynący z Chin, gdzie w nocy z 3 na 4 czerwca władze komunistyczne dokonały masakry protestujących na placu Tianmen.
Druga tura odbyła się 18 czerwca 1989 roku. Nie wzbudziła ona tak wielkiego zainteresowania jak pierwsza Wzięło w niej udział zaledwie 25% uprawnionych do głosowania. „Solidarność” zdobyła jeden brakujący jej mandat posła i siedem senatorskich- jedynym niesolidarnościowym senatorem został niezależny Henryk Stokłosa z województwa pilskiego. Żaden z kandydatów z listy krajowej, upokorzonych w pierwszej turze nie zdecydował się startować ponownie. PZPR i jej koalicjanci obsadzili przyznane im mandaty, ale w szeregach koalicji panowały minorowe nastroje.
W wyniku wyborów 4 czerwca 1989 roku legła w gruzach koncepcja PZPR na utrzymanie władzy. Stało się jasne, że Jaruzelski i jego ekipa nie cieszą się poparciem społecznym. Liderzy skupieni na liście krajowej nie znaleźli się w sejmie. PZPR musiał również zacząć oglądać się na swoje przybudówki- Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Demokratyczne i inne- które zwątpiły w szczelność monopolu władzy. 3 lipca na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł Adama Michnika pod tytułem „Wasz prezydent, nasz premier”, postulujący zawiązanie się koalicji „Solidarności” z reformatorską częścią obozu władzy. Ostatecznie Zgromadzenie Narodowe wybrało Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta, jednak próba utworzenia rządu przez generała Kiszczaka spełzła na niczym. W tej sytuacji 17 sierpnia 1989 roku doszło do zawiązania koalicji pomiędzy KO „Solidarność”, ZSL i SD, która rekomendowała Tadeusza Mazowieckiego na premiera. Kandydatura ta została przyjęta za przyzwoleniem PZPR, która objęła w nowym rządzie resorty siłowe. Nowy rząd został zaprzysiężony 12 września 1989 roku- Tadeusz Mazowiecki został pierwszym niekomunistycznym premierem Polski po II wojnie światowej.
Wybory kontraktowe okazały się być ważną cezurą w historii Polski. W oczach kierownictwa PZPR były one wybiegiem, który miał pomóc rozładować napiętą sytuację wewnętrzną. Nie doceniło ono własnej niepopularności i to doprowadziło do utraty władzy przez reżim komunistyczny. Wybory 4 czerwca, choć nie były w pełni demokratyczne, zaczęły gwałtowny proces przemian, który doprowadził do powstania demokratycznej III RP. Dla polskiego społeczeństwa były one okazją do bezkrwawego rozliczenia się z władzą komunistyczną, swoistym pojedynkiem- co doskonale wyraził słynny plakat z tego okresu autorstwa Tomasza Sarneckiego.


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!